• Kategoria: Na początek
  • Autor: opracował Bartłomiej Mayer

ACTA ad acta?

W piątek 2 lutego premier niespodziewanie ogłosił zawieszenie ratyfikacji umowy ACTA. Czy słusznie – spierają się znani prawnicy Filip Dopierała i Tomasz Koryzma.

Tomasz Koryzma: ACTA w zdecydowanie większym stopniu dotyczy krajów spoza UE. Fot. sxc.hu.

Groźne konsekwencje ACTA
ACTA to niezwykła umowa. Wyjątkowa jest i jej geneza, i tryb prac nad jej powstaniem – zupełnie inny niż w przypadku pozostałych międzynarodowych porozumień. Powstała w wyniku tajnych negocjacji, praktycznie bez jakichkolwiek konsultacji społecznych. To wynik starań lobby amerykańskich koncernów, którym bardzo zależało na utrzymaniu w sekrecie prac nad ostatecznym kształtem ACTA.

Filip Dopierała jest adwokatem, radcą prawnym, partnerem w kancelarii LTA.

W ACTA nie ma nic groźnego
Jestem zaskoczony, że dyskusję w mediach na temat ACTA sprowadzono do debaty o prywatności w internecie i jakości konsultacji publicznych. Po pierwsze, ACTA to nie wulkan, który wybuchł nagle. Porozumienie zostało zainicjowane przez Japonię i USA już w 2006 roku, od 2008 roku toczyły się rozmowy na ten temat. To, że nie były one publiczne, nie jest niczym nadzwyczajnym, bo tak przecież prowadzi się tego typu negocjacje. Tekst ACTA opublikowano w listopadzie 2010 roku. Po drugie, ACTA nie jest dokumentem, który naruszy prywatność internautów. Jego podstawowym celem jest zwalczanie produkcji i obrotu towarami podrobionymi i pirackimi. Po trzecie, w praktyce ACTA w zdecydowanie większym stopniu dotyczy krajów spoza UE niż państw należących do niej.

Tomasz Koryzma jest szefem zespołu praw autorskich CMS Cameron McKenna.

Więcej argumentów  „za" i  „przeciw" ACTA przeczytasz w najnowszym numerze wydania papierowego i e-wydania  „Bloomberg Businessweek Polska”.