Newsletter
Fakty / Wiedza / Opinie
Kup dostęp - od 35 zł / mcZobacz przykładowy newsletter.
Testuj Newsletter przez 30 dni za darmo.
Japonia nie bankrutuje jak Grecja, choć jej dług dobija 230 proc. PKB. Zawdzięcza to krajowym ciułaczom i ich podejściu do inwestycji.
Nikt nie jest w stanie zmusić Japonii do spłaty należności. Fot. sxc.hu.
Najpierw Grecja, potem Włochy. 150 i 120 proc. długu publicznego w relacji do PKB potrzeba, by upadali politycy nie do ruszenia. Co w takim razie powinno się dziać w Japonii, gdzie dług dobija do 230 proc. PKB? Za rok ma przekroczyć biliard jenów. Biliard, czyli 10 do 15. potęgi, 30–krotność PKB Polski. Dla porównania Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) szacuje łączny dług państw rozwiniętych na 102,9 proc. PKB.
W latach 1990–2000 japoński dług wystrzelił z 20 do 100 proc. PKB, a potem jeszcze przyspieszył. Pompowanie publicznych pieniędzy w gospodarkę nie przyniosło ożywienia. Budowano drogi, na których prawie nie ma ruchu, mosty o znikomej użyteczności. Wszystko po to, by pobudzić obywateli, ułatwić przemieszczanie się, tworzenie firm. Według Kosuke Motaniego, autora książki „The Real Face of Deflation”, brakuje rdzennie japońskich produktów luksusowych, które mogłyby stymulować popyt na rynku wewnętrznym. Masaaki Shirakawa, prezes Banku Japonii, tę tezę ubiera w poetyckie słowa: „Zamiast produkować monozukuri [rzeczy wysokiej jakości – red.], potrzeba nam shikake zukuri” [towarów oprawionych w marketingową opowieść].
Pomimo gigantycznego długu niewypłacalność Japonii jest mało prawdopodobna.
Dlaczego Japonia nie martwi się swoim zadłużeniem? – więcej dowiesz się z najnowszego numeru wydania papierowego i e-wydania „Bloomberg Businessweek Polska”.